Parowozjada 2016

Zapowiada się upalny dzień. Mimo urlopu zrywam się bladym świtem, bo przede mną ponad 350 km. Chciałbym jeszcze znaleźć jakieś przyzwoite miejsce parkingowe i spokojnie przygotować się na pierwszą prezentację pięknych maszyn. Nie mając specjalnych możliwości zwykle zajmowałem miejsce wśród tłumu odwiedzających, próbując unikać przypadkowego łokcia lub ochroniarza w kadrze. Tym razem pomyślałem, że spróbuję miejscówki na podwyższeniu, i ze sporym zapasem zająłem miejsce na jednym z parowozików wąskotorowych stojących w sąsiedztwie torów, na których miała się odbyć parada. Przewidywania upałów niestety się sprawdziły, więc oczekując rozpoczęcia imprezy starałem się sobą schłodzić okupowaną pokrywę piasecznicy. Upał dawał się we znaki i musiałem walczyć ze sobą, żeby nie paść trupem stając się wątpliwą atrakcją zgromadzenia. Miejscówka okazała się taka sobie, co w połączeniu tradycyjnym robieniem zdjęć pod słońce spowodowało, że nie jestem zachwycony z uchwyconych kadrów. Stwierdziłem jednak, co mi tam, trudno. Pogoda – pogodą, miejscówka – miejscówką, a robić co się da dla potomności trzeba.

Tegoroczna impreza tradycyjnie składała się z dwóch głównych prezentacji taboru. Tuż po rozpoczęciu mogliśmy podziwiać 8 lokomotyw: OKz32-2, Ty42-107 i TKt48-191 z Chabówki, 477.013 ze Słowacji , Pt47-65 oraz Ol49-59 z Wolsztyna, Ty42-24 z Pyskowic i TKt48-18 z Jaworzyny Śląskiej. Zabrakło zapowiadanego parowozu TKh 05353 z Wrocławia. Kolejna prezentacja obejmowała już całe składy z wieloma ciekawymi wagonami. Poza wspomnianymi parowozami można było dostrzec wagon motorowy SN61-168, lokomotywę spalinową SP42-260 oraz elektrowóz EU06-01.

Nie ukrywam też, że sporym zaskoczeniem była dla mnie zmiana prowadzących. Jak nieobecność Irka nawet mnie ucieszyła, to brak opowieści Miłosza przyjąłem z rozczarowaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kod antyspamowy * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.